Zadaję sobie czasem to pytanie postawione w tytule. W zasadzie jestem kiepski w tym. Moje teksty nie są jakieś specjalnie błyskotliwe czy też zabawne. Nie jestem nawet zbytnio oryginalny. Nie mam też dużej publiki, o ile te kilka wejść dziennie można nazwać jakąkolwiek publiką. Mimo wszystko odczuwam chęć pisania tutaj i to też robię.
Myślę, że przede wszystkim pozwala mi się to zrelaksować i zebrać myśli. Nic tak nie pomaga w usystematyzowaniu swoich poglądów na jakiś temat jak próba ich spisania. Wymaga to ponownego przemyślenia spraw, które zdawałyby się być już przemyślane, co czasem prowadzi do zaskakujących rezultatów. To chyba jest główny powód, dla którego warto pisać choćby samemu dla siebie.
W dzisiejszym świecie ludzie są strasznie bezrefleksyjni. Nie ma w tym nic dziwnego, bo też nikt od nich nie wymaga zastanawiania się nad wieloma sprawami. Jest to wręcz niewskazane. Dzisiaj wszystko mamy podane gotowe na tacy (w tym również poglądy polityczne). Naszym zadaniem jest ich przyjęcie, a nie obmyślanie. Sprytnie wykorzystywany jest w tym mechanizm lenistwa, bo skoro nie trzeba myśleć to po co się przemęczać?
Dlatego blogowanie i ogólnie spisywanie swoich myśli ma znaczenie. Warto to promować.
KATEGORIE
- Przemyślenia (11)
- Polityka (9)
- blogowanie (5)
- Ateizm (2)
- Wybory (2)
- wkurwia mnie (2)
- Filozofia (1)
- Z neta (1)
- natura (1)
- pierdolone życie (1)
- świat (1)
poniedziałek, 30 stycznia 2012
niedziela, 29 stycznia 2012
Ochrona praw autorskich i cenzura.
O to kolejny przykład na to jak pojebani są ludzie chroniący prawa autorskie. To jest po prostu cenzura i o ile osoby popierające prawa autorskie (ja mam co do nich mieszane uczucia) mogą się nabrać na taką argumentację, to mi zapala się zaraz taka czerwona lampka w głowie.
Jakby się na to nie patrzeć jest to rodzaj cenzury, a skoro można cenzurować wyniki wyszukiwania odsyłające do nie koniecznie w pełni legalnych treści, to można także cenzurować treści namawiające do przemocy czy też tzw. "mowę nienawiści". Przecież to pójście tylko o jeden krok dalej. Dlatego też z takimi chorymi ludźmi z manią kontroli wszystkiego i wszystkich w imię własnych interesów trzeba walczyć teraz.
Skoro o walce mowa to rodzi się pytanie: jak walczyć? No i w tym jest problem. Takie osoby, a właściwie organizację to potężna siła z dużymi możliwościami (tzn. funduszami łapówkowymi). Szary człek gówno może. Tak, tak wiem, że jest demokracja i inne bajki jakie matka opowiadała wam na dobranoc, ale bądźmy kurwa dorośli, bo chyba nikt nie może mieć wątpliwości, że to wszystko gówno warte.
No więc jeśli nie można walczyć to co robić? Olać ten system i przejść do internetowego podziemia. Do czego też gorąco zachęcam.
Jakby się na to nie patrzeć jest to rodzaj cenzury, a skoro można cenzurować wyniki wyszukiwania odsyłające do nie koniecznie w pełni legalnych treści, to można także cenzurować treści namawiające do przemocy czy też tzw. "mowę nienawiści". Przecież to pójście tylko o jeden krok dalej. Dlatego też z takimi chorymi ludźmi z manią kontroli wszystkiego i wszystkich w imię własnych interesów trzeba walczyć teraz.
Skoro o walce mowa to rodzi się pytanie: jak walczyć? No i w tym jest problem. Takie osoby, a właściwie organizację to potężna siła z dużymi możliwościami (tzn. funduszami łapówkowymi). Szary człek gówno może. Tak, tak wiem, że jest demokracja i inne bajki jakie matka opowiadała wam na dobranoc, ale bądźmy kurwa dorośli, bo chyba nikt nie może mieć wątpliwości, że to wszystko gówno warte.
No więc jeśli nie można walczyć to co robić? Olać ten system i przejść do internetowego podziemia. Do czego też gorąco zachęcam.
piątek, 27 stycznia 2012
W obronie piractwa.
Kilka słów o piractwie. Zaczynając od tego, dlaczego nazywam to piractwem, skoro uważam to za pozytywne zjawisko? Otóż według mnie nazwa już się tak rozprzestrzeniła i wiadomo o chodzi, że po prostu nie ma sensu jej zmieniać. Nie ma też według mnie negatywnego wydźwięku, bo większość ludzi kojarzy te zjawisko raczej pozytywnie. Skoro wiadomo o chodzi i nazwa jest krótka, to po co na siłę ją zmieniać?
Nazywanie piractwa kradzieżą jest niepoprawne z prostej przyczyny. Piractwo nie jest kradzieżą. Kradzież to prosto i dobrze zdefiniowany czyn:
Pojawiają się głosy (szczerze czytałem tylko wstęp, bo jak zwykle nudne) za tym, że zjawisko to (piractwo) sprzyja nawet sprzedaży, a więc przyczynia się do zwiększenia zysków. Głównie poprzez reklamę. Ma to zresztą sens, bo zastanówcie się czy system operacyjny Windows byłby tak popularny gdyby nagle wszyscy posiadacze jego nielegalnych kopii zostali zmuszeni do zakupienia oryginalnej wersji lub też korzystania z alternatywy? Według mnie nie. No dobrze pozostaje jeszcze kwestia rynku gier komputerowych, który jest zmonopolizowany przez ten system, ale myślę, że jakby nastąpiło duże zróżnicowanie pod tym względem, to rynek by się dostosował.
Tak więc skoro piractwo nie szkodzi, a być może nawet pomaga, to o co cały ten szum?
Nazywanie piractwa kradzieżą jest niepoprawne z prostej przyczyny. Piractwo nie jest kradzieżą. Kradzież to prosto i dobrze zdefiniowany czyn:
kradzieżPiractwo jest potajemne, ale nie jest zdecydowanie nie jest zabieraniem.Wykonywana jest kopia produktu, a więc oryginał nie znika, tak więc nie ma miejsce pozbawienie kogoś własności na swoją korzyść. Niektórzy argumentują, że pozbawiamy właściciela praw autorskich zysku, ale jest to nieprawdą. W większości ludzie korzystający z pirackich kopii nie kupiliby legalnej kopii. Nie bez winny posiadacza praw autorskich zresztą. Produkty są zwyczajnie za drogie. Skoro jedna strona nic nie traci, to nie ma mowy, aby doszło do kradzieży.
1. potajemne zabranie cudzej własności
Pojawiają się głosy (szczerze czytałem tylko wstęp, bo jak zwykle nudne) za tym, że zjawisko to (piractwo) sprzyja nawet sprzedaży, a więc przyczynia się do zwiększenia zysków. Głównie poprzez reklamę. Ma to zresztą sens, bo zastanówcie się czy system operacyjny Windows byłby tak popularny gdyby nagle wszyscy posiadacze jego nielegalnych kopii zostali zmuszeni do zakupienia oryginalnej wersji lub też korzystania z alternatywy? Według mnie nie. No dobrze pozostaje jeszcze kwestia rynku gier komputerowych, który jest zmonopolizowany przez ten system, ale myślę, że jakby nastąpiło duże zróżnicowanie pod tym względem, to rynek by się dostosował.
Tak więc skoro piractwo nie szkodzi, a być może nawet pomaga, to o co cały ten szum?
Bałagan z ACTA
Miał być kolejny post mówiący o tym jaka to ACTA jest zła i takie tam, ale go nie będzie. Bardziej interesujący wydaje mi się bałagan z ACTA.
Otóż nijak nie mogę się dowiedzieć czym jest ACTA i o co właściwie chodzi. Samego tekstu nie chce czytać, bo jest długi i nudny. Dobrych opracowań raczej też się nie uświadczy.
Wiem, że nie ograniczy wolności słowa w internecie, bo to raczej nie realne i nielegalne, a poza tym ma mało wspólnego z prawami autorskim. No bo zresztą jak to, że nazwę premiera debilem ma się do praw autorskich? Ten zwrot jest zarezerwowany dla jakiejś korporacji czy ki chuj?
Wiem też, że nie ma raczej szans na powstrzymanie piractwa, a więc możecie spać spokojnie ;) Dlaczego? Oj, bo zawsze znajdzie się metoda na obejście każdych zabezpieczeń. Zresztą coś mnie doszły słuchy, że zapobieganie piractwu przez usługodawców internetowych jest sprzeczne z kartą praw podstawowych unii czy coś w ten deseń, a więc mało realne jest wprowadzenie tego.
No w sumie wiem to co każdy, kto nie uległ zbytnio panice, choć przyznaję, że początkowo lekko mnie poniosło. W każdym razie jeśli ktoś ma jakieś rzetelne informację na ten temat, a najlepiej tłumaczenie z kodu prawniczego na polski, to byłbym wdzięczny.
Sama ACTA poza bałaganem związanym z prawie kompletnym brakiem informacji na swój temat wprowadza też bałagan związany w protestami. Szczerze z początku je popierałem i nadal niektóre inicjatywy popieram, ale ci skurwiele z tej grupy "hakerskie" (czyt. banda dzieciaków z zabawkami) mnie wkurwili. Nie szkodzą rządowi, a ludziom. Po prostu zamiast atakować rząd, to atakują obywateli (np. akademicka sieć internetowa UWr została zaatakowana), którzy się jeszcze z tego cieszą. Po prostu bez komentarza.
Wiem, że nie ograniczy wolności słowa w internecie, bo to raczej nie realne i nielegalne, a poza tym ma mało wspólnego z prawami autorskim. No bo zresztą jak to, że nazwę premiera debilem ma się do praw autorskich? Ten zwrot jest zarezerwowany dla jakiejś korporacji czy ki chuj?
Wiem też, że nie ma raczej szans na powstrzymanie piractwa, a więc możecie spać spokojnie ;) Dlaczego? Oj, bo zawsze znajdzie się metoda na obejście każdych zabezpieczeń. Zresztą coś mnie doszły słuchy, że zapobieganie piractwu przez usługodawców internetowych jest sprzeczne z kartą praw podstawowych unii czy coś w ten deseń, a więc mało realne jest wprowadzenie tego.
No w sumie wiem to co każdy, kto nie uległ zbytnio panice, choć przyznaję, że początkowo lekko mnie poniosło. W każdym razie jeśli ktoś ma jakieś rzetelne informację na ten temat, a najlepiej tłumaczenie z kodu prawniczego na polski, to byłbym wdzięczny.
Sama ACTA poza bałaganem związanym z prawie kompletnym brakiem informacji na swój temat wprowadza też bałagan związany w protestami. Szczerze z początku je popierałem i nadal niektóre inicjatywy popieram, ale ci skurwiele z tej grupy "hakerskie" (czyt. banda dzieciaków z zabawkami) mnie wkurwili. Nie szkodzą rządowi, a ludziom. Po prostu zamiast atakować rząd, to atakują obywateli (np. akademicka sieć internetowa UWr została zaatakowana), którzy się jeszcze z tego cieszą. Po prostu bez komentarza.
sobota, 10 grudnia 2011
Socjal
Z góry uprzedzam, że nie jestem jakimś tam ekspertem dziedzinie, o której będę teraz pisał. Nie mam zamiaru pisać w sposób obiektywny czy też poprawny. Napiszę po jak ja to widzę, czyli w prosty nieskomplikowany sposób.
Nie jestem przeciwnikiem wzajemnej pomocy między ludzkiej, ale jestem przeciwnikiem socjalu, czyli tego gdy państwo stara się nas w tym wyręczyć dla naszego własnego dobra. Tak więc skupie się na tym dlaczego przymusową pomoc innym członkom naszego społeczeństwa uważam za rzecz złą i godną pogardy.
To chyba tyle. Jeśli sobie coś przypomnę, to napiszę o tym jeszcze w tym poście lub też następnym.
Nie jestem przeciwnikiem wzajemnej pomocy między ludzkiej, ale jestem przeciwnikiem socjalu, czyli tego gdy państwo stara się nas w tym wyręczyć dla naszego własnego dobra. Tak więc skupie się na tym dlaczego przymusową pomoc innym członkom naszego społeczeństwa uważam za rzecz złą i godną pogardy.
- Zabieramy kasę ludziom, którzy pracują, a dajemy tym, którzy są leniwi. Samo w sobie nie jest to złe, ale jeśli robimy to przymusowo to już tak. Przez to karzemy pracowitość, a nagradzamy lenistwo. Jest to bardzo zła rzecz, bo prowadzi do rozwoju lenistwa.
- Często jest to socjal z tytułu posiadania dziecka, czyli znowu podobnie jak poprzednio karzemy uczciwie pracujących, przez co ci nie mają środków finansowych na utrzymanie np. kolejnego potomka czy też pierwszego nawet. Dajemy za to kasę tym najbiedniejszym, czyli rozmnażamy nie tych co trzeba. Mało tego promujemy taką postawę, przez co nawet jeśli takie dzieci mogłyby wyrosnąć jednak na porządnych obywateli, to jest to im utrudnione przez promowanie w nich lenistwa.
- Forsa ta jest często wręczana za nic. Nie ma tutaj czegoś takiego jak zapracowanie na ten socjal. Nie ma nawet wykonywania jakieś mało znaczącej pracy za te pieniądze. Oni po prostu je dostają i tyle. Gdyby musieli na nie zapracować np. sprzątając ulicę, to równie dobrze mogliby poszukać lepszej pracy, ale tak to dawne są im te grosze, a oni nic nie robią i cieszą się słodkim lenistwem.
- Wreszcie najważniejszy powód, to biurokracja, która pochłania spory procent środków przeznaczonych na tą pomoc. Nie ma tutaj mechanizmu rynkowego, który eliminuje najmniej efektywną formę pomocy. Monopol na rozporządzanie pieniędzmi przeznaczonymi na socjal ma państwo, a więc jasne, że dochodzi do jakiś nieprawidłowości.
To chyba tyle. Jeśli sobie coś przypomnę, to napiszę o tym jeszcze w tym poście lub też następnym.
Subskrybuj:
Posty (Atom)